Logowanie Rejestracja
E-Mail / Login
Hasło
Strona główna Forum Porady lekarzy weterynarii klinika vetka Warszawa Modlinska 65

Forum

klinika vetka Warszawa Modlinska 65

klinika vetka Warszawa Modlinska 65 Zdecydowanie odradzam wizytę w Klinice weterynaryjnej Vetka w Warszawie przy ul. Modlińskiej. Szczególnie nie polecam wizyty u Iwony STARCZEWSKIEJ. Wyżej wymieniona kobieta nie zasługuje na miano lekarza weterynarii. Swoją postawą wobec cierpiącego psa oraz jego właściciela udowodniła brak szacunku zarówno do zwierzęcia jak i człowieka. Człowiek może się w sposób werbalny bronić, natomiast zwierzęciu pozostaje nadal cierpienie. Osoba ta przerwała badanie usg z powodu pobudliwości psa w trakcie badania, oświadczając lekceważącym tonem, że pies jest "niedotykalski" i został źle wychowany. Sugestię, że to ona ma złe podejście do psa skwitowała uwagą, że wobec utraty zaufania w oczach właściciela psa nie jest zobowiązana do kontynuowania badania. Dla zobrazowania stresującej sytuacji psa nadmienić należy, że w trakcie badania usg piesek pozostaje w pozycji leżącej na plecach, a jego łapki są sztywno trzymane przez dwie osoby ograniczając w ten sposób jego ruchy. Czy jest możliwe aby tak skrępowany pies pozostawał spokojny w trakcie dalszego badania? Kuriozalnym wprost argumentem przedstawionym przez tę osobę było stwierdzenie, że ona w trakcie jej badania przez radiologa nie rusza się. Gratuluję porównania swoich reakcji do reakcji psa. To wybitnie świadczy o poziomie tej osoby. Brak empatii z jej strony dla chorego psa to jest najłagodniejsze wyrażenie negatywnej opinii o jej postawie jako lekarza weterynarii. Pominę w tej opinii uwagi na temat lekceważącego stosunku do właściciela, gdyż dalsze rozwodzenie się na ten temat byłoby dla niej nobilitacją z mojej strony. Reasumując, szczerze odradzam wizyty u tej kobiety z Państwa Pupilami.

Powrót do tematów | Powrót do kategorii
Autor Wiadomość
Kociara
Data dodania: 2018-06-30
Omijajcie szerokim łukiem! Mój kot był oddany do vetki na Modlińską, ponieważ zdejmował sobie kołnierz i wyrywał cewnik. W klinice spędził dwa i pół dnia, za które zapłaciłam 313 zł - gdy go odbierałam dowiedziałam się, że... sam się rozcewnikował (przez telefon informowano mnie, że kot ma cewnik i obserwują go, a w rzeczywistości wyrwał sobie szwy). Cewnik miał mieć prze dwa dni. Przez ile miał??? Lekarka wypisująca, nie sprawdziła stanu pacjenta i oddała nam kota... w strasznym stanie! Zwierzę było przerażone, śmirdzące sikami, a w klatce leżała wyschnięta kupa. Dokumentacji medycznej nie dostałam, a kiedy poprosiłam o jej przesłanie, to oczywiście był problem. Po negocjajach otrzymałam jedną kartkę z listą podanych leków. W rozmowie telefonicznej dowiedziałam się, że nie zdążyli opsać zabiegów, ale zależało im, żeby "Państwa rozliczyć". A my mysleliśmy, że zależy im, aby leczyć! Podobno mój kot ma jutro dostać antybiotyk. Właśnie usiłuję się dowiedzieć jaki i przez ile dni - czekam na nową, dokładniejszą dokumentację, bo jutro z całą pewnością nie pojadę na Modlińską. Zapłaciłam ponad trzysta złotych za... No własnie. Za co? Za cierpienie? Przerażenie? Smród? Kiedy spojrzę na swojego ukochanego przyjaciela, to serce mi krwawi. Jak mogłam zgotować mu taki los?! Ostrzegam Was przed podobnym błędem. Omijajcie wetkę na Modlińskiej szerokim łukiem!

Powrót do tematów | Powrót do kategorii
Powered by: Imperial CMS
Copyright 2009 © Wszelkie prawa zastrzeżone dla PortalWeterynaryjny.pl